Polskie dzieci w brytyjskich szkolach podstawowych
Polskie dzieci w brytyjskich szkolach podstawowych
W Wielkiej Brytanii każdego dnia przychodzi na świat ponad 30 polskich dzieci. Dla polskich rodziców to powód do dumy, a dla brytyjskiej prasy do przerażenia. Już dziś dziennikarze zastanawiają się, co będzie, kiedy trzeba będzie posłać małych Polaków do szkoły?
Przewodnik dla rodziców - PDF - 380kB - zapisz na dysk
Przepełnione korytarze, kolejki podczas zapisów na zajęcia i puste szkolne skarbonki – tak zdaniem brytyjskiej prasy wyglądają angielskie podstawówki i licea. Winą za to obarczają rząd i emigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej, szczególnie Polaków, których na Wyspach jest najwięcej. Najnowsze badania podają, że w szkołach uczy się 170 tysięcy polskich dzieci, co przerasta możliwości organizacyjne i finansowe państwa. Krajowy Związek Dyrektorów Szkół (NAHT) apeluje, że młodzi emigranci zmieniają kulturę w angielskich szkołach. Mick Brookes, sekretarz generalny związku zaznacza, że fala zagranicznych uczniów nie przyniesie niczego dobrego, skoro wielu nie potrafi nawet dogadać się ze sobą na korytarzu. Problem dostrzegalny jest szczególnie na biednej prowincji, na przykład w Lincolnshire, w której szkoły pełne są młodych emigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej.
Od Annasza do Kajfasza w poszukiwaniu szkoły
Dzieci nie znają języka angielskiego i tutejszych zwyczajów szkolnych, dlatego placówki muszą zatrudniać dodatkowych nauczycieli. Problem w tym, że nie mają za co. Clarissa Williams, dyrektor Tolworth Girls' School w Kingston, skarży się, że 1,300 funtów, które dostała od rządu na lekcje angielskiego dla dzieci obcokrajowców, to kropla w morzu potrzeb. Potrzeby angielskich szkół są znacznie większe. Co to oznacza dla polskich emigrantów, którzy chcą wysłać swoje pociechy do szkoły? Na pewno nie ułatwi to znalezienia angielskiej podstawówki czy liceum dla naszego dziecka. Przekonała się o tym pani Ewa, kiedy zdecydowała się posłać syna do tutejszego college’u. Poszukiwania szkoły dla 13-letniego Bartosza rozpoczęła w drugiej połowie lipca. Wcześniej w lokalnym Councilu zasięgnęła wszelkich informacji, skompletowała dokumenty. Bartosz przywiózł z Polski niezbędne świadectwa. Trzy szkoły wybrane przez chłopca i jego mamę odrzuciły jego aplikacje.
– Postanowiliśmy szukać pomocy w Councilu. Niestety, tam zaczął się sezon urlopowy i odsyłano nas od urzędnika do urzędnika. W końcu ktoś zasugerował, żebyśmy sami odwiedzili wszystkie lokalne szkoły i wszędzie wypełniali aplikacje – opowiada pani Ewa. – Powiedziano nam też, iż jeśli znowu okaże się, że kolejne trzy nie przyjmą syna, Council zajmie się znalezieniem mu miejsca – dodaje.
Zaopatrzona w listę szkół kobieta zaczęła poszukiwania. Wizyty w kolejnych szkołach kończyły się niepowodzeniem. Wróciła więc do Councilu, w którym znów ją poproszono o zostawienie raz jeszcze wszystkich dokumentów i o to, by cierpliwie czekała. Tymczasem zaczął się rok szkolny. – Gdyby nie szczęśliwy zbieg okoliczności, nie wiem, czy Bartosz chodziłby dziś do szkoły – mówi pani Ewa.
Kobieta natknęła się bowiem przypadkowo w Councilu na urodzoną w Anglii Polkę, która od razu zajęła się sprawą rodaczki. W ciągu jednego dnia znalazła szkoły, które mają wolne miejsca.
– Bartosz stracił tylko ok. miesiąc nauki. Ale moja historia i tak nie jest tragiczna. Wiem, że są rodzice, których dzieci od kilku miesięcy siedzą w domu i czekają na miejsca w podstawówce czy liceum – mówi Polka. Radzi, by poszukiwania szkoły rozpocząć długo przed rozpoczęciem semestru.
Zapisy jeszcze w wakacje
– O zapisaniu dziecka do szkoły należy rzeczywiście pomyśleć wcześniej, niż na kilka dni przed rozpoczęciem nowego roku – mówi Anna Szymczak, która przyjmuje nowych uczniów w Grange Primary School w Londynie – Warto pamiętać, że na przykład klasy w angielskich podstawówkach liczą często tylko15 uczniów, czyli połowę z tego, ile te w polskich szkołach. Dlatego trudniej w nich o miejsce – dodaje. Sama rekrutacja nie trwa jednak długo. Pierwszym krokiem jest złożenie niezbędnych dokumentów. – Chodzi o tzw. application form, czyli formularz aplikacyjny z dołączonymi dokumentami potwierdzającymi naszą tożsamość – mówi Anna Szymczak. – Następnie rodzice spotykają się dyrektorem szkoły. Bardzo wiele zależy od tej rozmowy. Ważne jest, by przynajmniej jeden z rodziców posługiwał się językiem angielskim w stopniu komunikatywnym – dodaje. Zdarza się, że ani ojciec, ani matka nie potrafią ustalić z dyrektorem podstawowych rzeczy dotyczących córki lub syna. W takich przypadkach angielskie szkoły mogą nie przyjąć dziecka w swoje szeregi.
Międzynarodowe towarzystwo
Socjologowie podają, że aż 40 procent uczniów londyńskich podstawówek nie mówi poza szkołą po angielsku. Dużą ich część stanowią dzieci emigrantów posługujących się językami, takimi jak bengalii, somalii czy igbo. Coraz łatwiej jest jednak spotkać na szkolnym korytarzu uczniów rozmawiających po polsku. Dyrektorka szkoły podstawowej z południowego Londynu anonimowo przyznaje, że nie zauważyła jednak boomu polskich dzieci w placówce, którą zarządza. – Rzeczywiście mamy pełne klasy, ale w naszej szkole jest tylko kilkoro dzieci z Europy Środko-Wschodniej, głównie z Litwy, a nie z Polski – mówi. – W problemach językowych pomocni są nasi nauczyciele, którzy pochodzą z różnych państw, więc bez problemu dogadują się z uczniami-rodakami – dodaje.
Brytyjska prasa utrzymuje jednak, że problem jest i będzie jeszcze większy, kiedy dzieci emigrantów z obecnego wyżu pójdą do zerówek i szkół podstawowych. Przedstawiciele środowisk szkolnych zapowiadają w tej sprawie rozmowy z brytyjskim parlamentem.
Wojciech Rynkiewicz – Goniec.com
Â
